Panika wpełzła jej do gardła niczym trujący bluszcz. Widziała pary przygotowujące się do walca otwarcia, a serce biło jej coraz szybciej. Leon pochylił się ku niej, a jego głos przeciął powietrze z chłodną precyzją. Powiedział, żeby posprzątała salę, bo nie ma pojęcia, do czego jest zdolny.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, drzwi otworzyły się z suchym stuknięciem. Pokojówka przekazała, że mąż wzywa ją do głównej sali. Ale zamiast do sali zaprowadzono ją prywatną windą na kilka pięter wyżej, do biura zajmującego całe piętro hotelu. Leon stał przy barze, nalewając whisky z rozmysłem.
Powiedział, że należę do drugiej grupy – tych, które chcą go zniszczyć. Podszedł blisko, zaledwie metr od niej, i wyjaśnił, że przez ostatnie dwadzieścia minut dowiedział się o niej wszystkiego. Wyciągnął z biurka dokumenty, które zmieniły wszystko. Te same oczy Aurelii, te same oczy Dobrawy.
To dziedzictwo Dobrawy, które prawnie nigdy nie przestało do niej należeć. Wspomniał o liście, który jego matka ukrywała do końca życia. Adela weszła do gabinetu zdecydowanym krokiem, a Leon powiedział jej, że zniszczyła dziedzictwo. Na ostatniej stronie albumu był list pisany drżącym pismem, adresowany do drogiej prawnuczki Marzeny.
W liście były dokumenty i zdjęcia, które Marzena trzymała w rękach, nie rozumiejąc ich znaczenia. To dziedzictwo Dobrawy, mówił Leon. Moja matka uczyła tańca, odziedziczyła talent do tego. Bo Leon zadzwonił do mnie trzy godziny temu.
Od dnia, w którym Aurelia zmarła, nadzieja wyjęła list z pudełka. Marzena wzięła list drżącymi rękami. Nadzieja zamknęła oczy, jakby słowa były zbyt ciężkie. Leon zatrzymał się, niezdolny do kontynuowania.
Mówił, że twoja matka wracała do zdrowia, dopóki on się nie pojawił. Spróbuję unieważnić testament, zanim zdążysz odebrać swoje dziedzictwo. Marzena przemówiła bezpośrednio do kamer, odwracając się do nich z determinacją. Nadzieja podeszła, trzymając drżącymi rękami list Roberta.
Marzena skinęła głową i podeszła do mikrofonu. Wykorzystam dziedzictwo Dobrawy, aby odbudować Akademię Gwiazdy Północy. Funkcjonariusze weszli do audytorium z nakazami aresztowania. Oklaski wypełniły powietrze, gdy dzieci wbiegły do środka akademii.
Nadzieja podeszła do Marzeny i wzięła ją za rękę.